Читальна зала


Wernik R. W Zdołbunowie zakwitły kaczeńce

Розділ: Історія, історичні науки , Край в цілому, міста, села та райони краю

Мова документа: польська

Рік видання: 1986

Wernik R. W Zdołbunowie zakwitły kaczeńce / R. Wernik . - Biały Dunajec ; Ostróg : "Wołanie z Wołynia", 2001. - 111 s.

Przedruk z oryginału: Wernik R. W Zdołbunowie zakwitły kaczeńce / R. Wernik . - Wydanie I - Londyn 1986. -112 s.

SERIA: Biblioteka "Wołania z Wołynia" : t. 26

Анотація:

Sentymentalne wspomnienia z Wołynia napisane przez Autora mieszka jącego w Londynie, który urodził się w Zdołbunowie. Świadectwo tęsknoty za miastem lat dziecinnych. Urywki wspomnień i opisy zabawnych sytuacji stały się tłem interesujących opowiadań.

Сентиментальні спогади про Волинь, написані лондонським автором, який народився у Здолбунові. Свідчення його туги за містом дитинства. Уривки спогадів та описи кумедних ситуацій створюють тло для цих захопливих оповідань.

WSTĘP DO II WYDANIA:

Ta skromna książeczka powstała w Anglii z tęsknot za miastem lat dziecinnych i urywków wspomnień, które two rzyły tło bajek opowiadanych moim - już urodzonym w Londynie - synom „do poduszki". Dla nich właściwie ją napisałem, by gdy zechcą po latach książeczkę przeczytać, przypomnieli skąd pochodzi ich ojciec. Maszynopis wspo mnień przechodził z rąk do rąk i trafił od rodziny do zna jomych Zdołbunowiaków, których mała grupka była tu po wojnie. Spotykałem w Londynie Biedakowskiego [tyle imion wypadło już mi z pamięci!], garbuska i harcmistrza czynnego w zdołbunowskim harcerstwie, którego znało całe miasto; osadnika spod Zdołbunowa - Zimnego, jego córkę i syna który chodził do gimnazjum Kupieckiego w Równem i był w tej samej klasie w której uczył się młodszy brat mo jego ojca - Mikołaj. Kilku innych. Niektórych spotkałem pierwszy raz po ewakuacji Armii Polskiej w ZSSR do Persji i Iraku, jeszcze na drodze wojennej i cieszyłem się, że prze żyli zsyłkę na Syberię. W Iraku spotkałem Nikła, który mieszkał z rodziną w pobliżu cementowni i chodził ze mną do nowoczesnej szkoły Królowej Jadwigi, którą wybudowa no obok nowo założonego parku. Uczyła się w niej też jego siostra w której na zabój się kochałem. W Egipcie spotkałem Dankę Brzostowską, córkę kapitana Brzostowskiego, który w zimie przyjeżdżał do kościoła saniami zaprzężonymi w parę pięknych koni. Zazdrościłem jej jazdy tymi saniami i wypielęgnowanych koni. Jeszcze w Palestynie spotkałem państwa Całów, którzy uczyli w gimnazjum zdołbunow- skim, a na Ziemi Świętej w Junackiej Szkole Kadetów, stwo rzonej przez generała W. Andersa dla sierot i półsierot uratowanych z nędzy sowieckiej Rosji. Oboje już zmarli w Anglii. W tej szkole w Palestynie kolegowałem z Zbysz kiem Gołębiem, którego znałem jeszcze ze zdołbunowskiej szkoły powszechnej. To Zdołbunowiacy zaczęli mnie namawiać bym te skromne wspomnienia wydał drukiem o czym wtedy jesz cze nie myślałem. Trafiły na półki emigracyjnych księgami w 1986 roku. Egzemplarze wysłane do Polski, zostały zwró cone przez cenzurę. Powodzenie książeczki przerosło moje oczekiwania. Prosili o nią Zdołbunowiacy z Francji, Nie miec, Stanów Zjednoczonych, a nawet dalekiej Australii. Wtedy dowiedziałem się jak wielu z nas los rozrzucił po świecie i cieszyłem się z każdego kontaktu, bo świadczył, że jeszcze jeden Zdołbunowiak uratował się z pożogi wojennej. Czas jednak robi swoje i już jest nas coraz mniej. Może ktoś w Zdołbunowie jeszcze nas wspomni i pamięta? Może nasze dzieci kiedyś jeszcze wspomną, że ich rodzice spędzili swoją młodość czy dzieciństwo w Zdołbunowie? Dla na szych synów i córek będzie to już odległe miasto, dalekie i nieważne. Może nawet wzruszą ramionami i zdziwią się, że za tak małą i odległą mieściną, o której mało kto słyszał i którą trudno nawet znaleźć na mapie, ktoś tęsknił... i nie zrozumieją już dlaczego. Do krótkich wspomnień dołączyłem pięć opowiadań, z kiedyś zamierzonego większego zbioru, który nigdy jed nak nie ukazał się w druku. Związane są z Wołyniem, bo traktują o wypadkach, które tam się rozegrały. To drugie wydanie mojej już dawno wyczerpanej książeczki z 1986 roku, ukazuje się teraz w niemal niezmienionej formie. Wprowadziłem do niej tylko drobne poprawki stylistyczne i kilka uzupełnień. Od czasu gdy ją napisałem, w Europie Wschodniej i Środkowej nastąpiły ogromne zmiany. Polska pozbyła się narzuconego przez Moskwę reżymu, Ukraina o której tak często wspominam - odzyskała wolność. Tyle wieków wspólnego losu i nieszczęść nas łączy, więc dobrze się stało że Polska pierwsza uznała jej suwerenność. 

Wernik R.

TREŚĆ:     

Romuald WERNIK urodził się w Zdołbunowie na Wołyniu. Ukończył w nim szkołę powszechnš, a w 1938 roku zaczšł uczęszczać do Gimnazjum Kupieckiego w Równem. W 1940 roku został wraz z rodzinš deportowany przez NKWD pod Archangielsk. W 1942 roku wstępuje do Armii Polskiej w ZSSR, stworzonej pod dowództwem gen. W. Andersa. Po jej ewakuacji na Bliski Wschód, kończy w Palestynie gimnazjum Junackiej Szkoły Kadetów. Po wojnie studiuje historię sztuki na uczelni angielskiej w Londynie. Bierze udział w życiu społecznym i politycznym emigracji; w prasie polonijnej wielu krajów publikuje artykuły o sztuce oraz komentarze polityczne o stosunkach polsko-rosyjskich i polsko-ukraińskich. Był posłem do Rady Rzeczpospolitej, która spełniała rolę sejmu przy Rzšdzie RP na Obczy?nie. Od 1990 roku współpracuje z czasopismami w Polsce. Jest autorem pamiętników z pobytu w Rosji i lat wojny, oraz szeregu powie?ci, przeważnie o podłożu kresowym. Jeden z najbardziej popularnych publicystów polskich w Wielkiej Brytanii, laureat nagrody Fundacji Pułkownika J. Sochackiego.

SPIS TREŚCI:

Wstęp do II wydania

W zdołbunowie zakwitły kaczeńce

Do rodzinnego grobowca

Stiepan

Pojedynek

Dermań

Spotkanie z dniem wczorajszym

Posłowie

 

Джерело: Śląska Biblioteka Cyfrowa   

2026-04-15
Переглянути документ
Завантажити